środa, 17 lutego 2016

Epilog - ,,Przyjaciel"

Epilog 
Rok po bitwie
Nigdy nie myślałam jak to będzie, gdy stanę nad jego grobem. Nie zastanawiałam się, nie miałam po co. Nie byliśmy sobie bliscy, po prostu znaliśmy się, czasami rozmawialiśmy, jednak czułam ze jest kimś w postaci przyjaciela. Był wtedy kiedy zaszła taka potrzeba. Przymknęłam oczy wspominając sobie mecze quidditcha. Lekki wiatr zabawił się moimi włosami. Wiedziałam, że to musi być on. 
- Cześć Blaise. - wyszeptałam cicho, jednak wiedziałam, że on mnie usłyszy. - Brian ma się dobrze. Jest najlepszy na swoim roczniku. Ale tęskni za tobą, wszyscy tęsknimy. Profesor McGonagall bardzo go chwali. Chce żebyś był z niego dumny. Znając Ciebie pewnie jesteś. Cały czas wspominamy Cię. Nie martw się, nigdy o Tobie nie zapomnimy. Podobno Brianowi spodobała się jakaś dziewczyna, krukonka. Na razie nie chce nam nic więcej powiedzieć, ale spokojnie jak się czegoś dowiem to Ci wszystko opowiem, obiecuje. U mnie jak widzisz wszystko dobrze, mały Blaise rośnie jak na drożdżach, a co gorsza strasznie kopie. Chyba ma za mało miejsca Będzie świetnym graczem quidditcha, po mamusi oczywiście. - zaśmiałam się, wyobrażając sobie minę Zabiniego gdyby usłyszał o dziecku. Położyłam dłonie z czułością na swoim zaokrąglonym brzuchu. Spojrzałam na szary nagrobek, na zdjęcie na nim. Mulat uśmiechał się do mnie w charakterystyczny dla siebie sposób. W jego policzkach utworzyły się małe dołeczki. W oczach miał iskierki szczęścia, za to w moich zakręciły się łzy. - Dziękuję Blaise, za wszystko. Za to, że byłeś i jesteś. Dziękuję, że tyle razy ratowałeś moje życie. Dziękuję, byłeś prawdziwym przyjacielem. 
Zamknęłam oczy, a po moich policzkach zaczęły płynąć słone krople. Wiatr zaczął wiać mocniej jak gdyby mulat chciał mnie ukołysać, abym się uspokoiła.
- Hermiono.- cichy szept rozniósł się po cmentarzu. Odwróciłam się i wpadłam w ramiona mojego ukochanego. Rudzielec pocałował mnie we włosy i delikatnie gładził po plecach. Wtulałam się w niego ufnie, mając nadzieję, że cały ból spowodowany wspomnieniami minie. Że wszystko będzie jak dawniej, że łzy, które znaczyły trasę na mojej twarzy ustąpią uśmiechowi. 
-Oh Fred, on był taki młody. Za młody żeby umierać. - wyszeptałam to co od dawna leżało mi na sercu. Taka była prawda, ślizgon był za młody, on wcale nie musiał umierać. Mógł cieszyć się życiem. Mógł robić to co kochał, mógł opiekować się bratem. Mógł, a jednak...
- Kochanie Diabeł na pewno nie chciałby, żebyś płakała. Pamiętaj, że mały Blaise też odczuwa Twoje humory. - uśmiechnęłam się delikatnie na myśl o dziecku. - O widzisz od razu lepiej. A teraz wracajmy do domu, Brian ma coś ważnego nam do powiedzenia, podobno chodzi o tą krukonkę co mu się podoba. Mam nadzieję, że nie zamierza się z nią już ożenić. 
Przymknęłam na chwilę oczy. Weasley miał rację. Mulat na pewno by nie chciał, żebym tak płakała. Musiałam wziąć się w garść. Dla Freda, Blaise'a i Briana. No i dla naszego dzieciątka. Wzięłam głęboki wdech i ostatni raz spojrzałam na zdjęcie chłopaka. 
-Hermiono idziesz? 
Swój wzrok skierowałam na rudowłosego. Stał kawałek ode mnie, z delikatnym uśmiechem i wyciągniętą dłonią w moim kierunku. Z uśmiechem złączyłam nasze ręce i wolnym krokiem udaliśmy się w stronę wyjścia na cmentarz. 
Rok temu razem wkroczyliśmy w dorosłość, razem postanowiliśmy ją przeżyć. Bo gdy ma się przy sobie ukochane osoby nic więcej do szczęścia nie potrzeba. A patrząc w niebo zawsze będę miała przed oczami obraz Blaise'a Zabiniego, ślizgona, który stał się moim przyjacielem i uratował mi życie. Mojego prywatnego anioła stróża.
,,Kiedyś na pewno się spotkamy, ale to jeszcze nie teraz."



**************
Cóż mogę powiedzieć. To koniec. Fred i Hermiona. Para, która od zawsze była, jest i będzie w moim sercu. Od zawsze z chęcią o niej czytam, a także i piszę.
Nie myślałam, że tak ciężko będzie mi napisać te kilkanaście zdań do Was. Nie chce się jednak żegnać. Pragnę Wam z całego serca podziękować. Za wspieranie, za wszystkie komentarze, za to że byliście ze mną od 5 listopada 2012. Ze mną, Fredem i Hermioną. Dziękuję za to, że mimo słabszych momentów, braków postów były jakieś osoby, które tu zaglądały. 
Chce teraz nabrać siły, poprawić pisanie i wróć tutaj z nową historią. 
Najpierw jednak ,,Para w Gryffindorze" przeniesie się na pdf, poprawiona, z drobnymi zmianami. Więc jeśli ktoś chce taki plik proszę śmiało pisać :) 
Dziękuję jeszcze raz.
Epilog miał być inny, jednak w jakiś sposób Blaise też jest dla mnie ważny i nie potrafiłam go pominąć od tak. 
Do napisania Kochani. 
Wasza Mania :)

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 30 - ,,Bo życie to najcenniejszy dar"

Rozdział 30

,, W życiu bowiem istnieją rzeczy, 
o które warto walczyć do samego końca."

Proszę Was o włączenie tej melodii, dziękuję. 
Bitwa to walka, walka o życie swoje i najbliższych. Na karku czujesz oddech śmierci. Widzisz poległych znajomych. Ludzi, z którymi spędzałeś w szkole większość czasu. Teraz oni leżą, tu na zimnej ziemi, pokryci pyłem i krwią. Widzisz w oddali nauczycieli, których szanowałeś chociaż nie przepadałeś za nimi. Oni walczą, ranni, obolali, chroniący swoich uczniów. Oddając za nich własne życie. Rozglądasz się dookoła. Niegdyś piękny, dostojny budynek, przypomina dziś ruiny. Połamane drzewa, na których tak bardzo lubiłeś siedzieć. Oglądasz się za siebie. Widzisz wielkie okno. Widzisz krzątające się tam osoby. Pomieszczenie, do którego często przychodziłeś próbując się zerwać
z zajęć. To tam teraz leży osoba o którą walczysz, którą kochasz. Tam jest dziewczyna, której oddałeś swe serce. Boisz się. Boisz się o jej życie. Boisz się, że nie dotrzymasz swojej obietnicy. Raz po raz odbijasz rzucane w ciebie zaklęcia. Raz po raz atakujesz swojego przeciwnika. Co jakiś czas rozglądasz się za swoją rodziną, swoimi przyjaciółmi. Dostrzegasz ich. Tak samo jak i ty oni walczą. Co rusz ocierają czoło z kropli potu i okruszków pyłu. Biegniesz w stronę leżącej niedaleko postaci. Mały chłopczyk leży na ziemi, a nad nim stoi jeden z najsławniejszych wilkołaków. Nie tracisz czasu. Rzucasz w potworach śmiercionośne zaklęcie zanim ten zdążył dotknąć dziecko. Malec patrzy na ciebie wystraszonym wzrokiem. Ma czekoladowe oczy. Tak samo jak Ona. Bierzesz go na ręce, nie interesuje cię to, że ma zielono-srebrny mundurek, kiwasz głową w stronę brata bliźniaka. On wie o co chodzi, asekuruje Cię. Biegnie za tobą, kiedy ty starasz się znaleźć bezpieczne miejsce dla tego malca. Chcesz uratować jego życie. Bo życie to najcenniejszy dar. 

*

Boisz się otworzyć oczy. Czujesz strach przed tym co może cię czekać. Jesteś zdezorientowana, nie wiesz co robić. Ból, który czujesz w ciele, nie pozwala ci racjonalnie myśleć. Chcesz walczyć, jednak nie potrafisz. Chcesz pomóc, jednak nie wiesz jak. Delikatnie zaciskasz palce na czymś miękkim. Boisz się co to może być. Czujesz pustkę, Ostatnie co pamiętasz to łzy i krzyk. Łzy smutku i cierpienia. Krzyk bólu, wydobywający się z ciała twojej najlepszej przyjaciółki. Nie chciałaś żeby cierpiała. Zawsze chciałaś dla niej jak najlepiej. Mobilizujesz się. Przecież chcesz żyć. Powoli otwierasz oczy. Jasne światło momentalnie cię oślepia. Próbujesz ponownie je otworzyć. Udaje ci się. Rozglądasz się dookoła. Widzisz krzątającą się pielęgniarkę, która opatruje rannych uczniów, aurorów i nauczycieli. Pomału zbierasz siły, podnosisz się. Dostrzegasz na nocnej szafce swoją różdżkę, Bierzesz ją do ręki, czujesz przyjemne ciepło, które rozchodzi się po całym organizmie. Powoli wstajesz z łóżka, rozprostowujesz kości. Ludzie zaczynają zwracać na ciebie swój wzrok. Ostatnią osobą, która odwraca się w twoją stronę jest szkolna pielęgniarka. Kobieta z wielkim sercem. Na twój widok łzy wzruszenia cisną jej się do oczu. 
- Hermiono Granger witaj wśród żywych.
Słowa te wywołują na twojej twarzy wielki uśmiech. Z chęcią przyjmujesz eliksiry podane przez nią. Dobrze wiesz, że one ci pomogą. Rozglądasz się po twarzach. Widzisz znajomych z innych domu, a także ze swojego. Uśmiechasz się, chcesz dodać im otuchy. Bo przecież wiara czyni cuda, wystarczy wierzyć, że się uda.

*

Nikt nigdy nie powiedział, że życie ślizgona może być ciężkie. Zawsze uważany byłem za chłopaka, który niczym się nie przejmuje, któremu do szczęścia niczego nie potrzeba. Nigdy nie chciałem nosić żadnej maski. Chciałem być sobą, pokazać swoje prawdziwe oblicze. To nie ja wybierałem rodzinę, to nie ja wybierałem swoją przyszłość. Nie chciałem zginąć w imię Voldemorta. Chciałem żyć pełnią życia. Chciałem pokazać światu, że jestem dobrym człowiekiem. Moje życie nie było usłane różami. O wszystko musiałem walczyć. Dzisiaj również to robię. Walczę o życie swoje i mojego małego brata. Co rusz rozglądam się czy nie leży gdzieś jego ciało. Boję się o niego. Jest jedną z trzech osób, które okazały mi sympatię. To ten maluch okazał mi miłość. To jego uczyłem latać na miotle, jemu czytałem bajki. Po skończeniu Hogwartu planowałem przejąć nad nim opiekę rodzicielską. Zamieszkać z nim w małym domku, najlepiej na wsi. Malec od zawsze o tym marzył. Chciałem się nim zaopiekować, stworzyć prawdziwą rodzinę. Teraz jednak musiałem skupić się na tym co dzieje się tu i teraz. To dziś decydowałem po której stronie barykady chce stanąć. Wiedziałem, że od tego wyboru zależało życie moje i mojego braciszka. Przypomniałem sobie jego roześmianą twarz. Jego czekoladowe oczy w których zawsze tańczyły wesołe ogniki. Pamiętam jaki był dumny, kiedy dostał się do mojego domu. Pamiętam, kiedy jeszcze kilka dni temu rozmawialiśmy o tym jakie oceny będzie miał na koniec. Kilka wybitnych, a reszta powyżej oczekiwań. Radość go rozpierała. Mimo że był dzieckiem, to jednak był bardzo dojrzały jak na swój wiek. Już wiedziałem, którą stronę mam wybrać. Tę, dzięki, której mój brat będzie mógł normalnie żyć. Tę, dzięki, której i ja będę mógł normalnie żyć.

*

Biegłam tak dobrze znanymi mi korytarzami, raz po raz rzucając różne zaklęcia w stronę śmierciożerców. Rozglądałam się uważnie, wypatrując moich przyjaciół. Tak bardzo chciałam ich zobaczyć. Tak bardzo chciałam zobaczyć swojego chłopaka. Wybiegłam na dziedziniec. W oddali widziałam płomienie ognia, które trawiły nasze boisko do quidditcha. Widziałam szybujących uczniów na miotłach, którzy z góry atakowali nieprzyjaciół. Zauważyłam Go. Stał niedaleko, walcząc z jednym z wrogów. Jak najszybciej chciałam się do niego przedostać.
- Fred!
Krzyknęłam z całych sił. Chłopak jednym zaklęciem powalił wroga i odwrócił się w stronę z której dobiegał mój głos.
- Hermiona!
Tak cudownie było znów usłyszeć jego głos. W szybkim tempie przedostał się do mnie, by już w następnej chwili mocno przytulić mnie do swej piersi. Nie liczyło się dla nas nic. Czas stanął w miejscu. Byliśmy tylko my. Dwoje zakochany nastolatków.

*

Zauważyłem ją, biegnącą w stronę swojego chłopaka. Uśmiechnąłem się na ten widok. Granger nie należała do tych osób, które odpuszczały, gdy napotykały jakieś problemy. Ona stawiała im czoło, pokonywała je mimo wszelkich trudności. Walczyła. Była z natury wojowniczką. Nigdy w życiu nie miała łatwo. Tak samo jak i ja. Byliśmy do siebie pod wieloma względami podobni. Może to dlatego uwolniłem ją wtedy w wakacje, pomogłem jej podczas meczu, kiedy spadała z miotły oraz odczuwałem ból patrząc jak była torturowana w ostatnim czasie. Byliśmy podobni, a jednak tak różni. Ona gotowa była oddać życie w imię dobra, ja tego musiałem się dopiero nauczyć. Granger była osobą, która zasługiwała na szczęście. W pewnym sensie zajęła szczególne miejsce w moim sercu. To nie była miłość, bardziej przywiązanie i chęć obrony jej. Widziałem jak w jej stronę mknie zaklęcie. Widziałem kto je rzucił. W kilku susach znalazłem się przed nią. Spojrzałem się jej prosto w oczy i lekko uśmiechnąłem. Jedno zaklęcie, drugie. Osunąłem się na trawę, widziałem jak Weasley wyciąga różdżkę. Widziałem jak Granger klęka obok mnie.
- Dlaczego?
Wyszeptała pytanie na które odpowiedzi nie znałem.
- Weź moje wspomnienia.
To były ostatnie słowa, które wypowiedziałem. Zamknąłem oczy, chcąc zapamiętać ją uśmiechniętą i pełną życia. Miałem nadzieję, że mój brat mi wybaczy. Wiedziałem, że ktoś dobry się nim zaopiekuje. Że trafi w dobre ręce, jeśli tylko dobra strona zwycięży. Ostatnim co usłyszałem był jej cichy szept.
Dziękuję Blaise.


,,Przegrać po to, aby inni wygrali, to czasem więcej niż wygrać."





******************
Wróciłam. Tak jak obiecałam pojawia się dla Was nowy, OSTATNI rozdział. Wkrótce dodam Epilog mojej historii. Dziękuję wszystkim, którzy czytają mojego bloga. Liczę, że pod tym rozdziałem wyrazicie swoje opinie na jego temat. 
Do napisania wkrótce. :)
Mania

czwartek, 23 lipca 2015

Sowa 2015

Fred się chowa, 
Hermiona ucieka
Mania śle Wam pozdrowienia. 
Harry prosi 
Ginny czeka. 
Ron wyostrza swoje ślepia. 
George dziś tańczy
Luna skacze
Neville ma w swych ustach pomarańcze. 
Razem tak dziś sobie siedzą
Przepraszają 
Za co? 
Oni już to dobrze wiedzą. 
A autorka z nimi siedzi, 
wstyd jej bardzo, 
Czytelnicy pamiętają i przypominają 
Mania w garść się musi wziąć
bo inaczej będzie klops !



PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM ! 
Obiecuję poprawę. Uwierzycie, że napisałam już pół rozdziału 30 i pół minaturki?
Pojawi się to w następnym tygodniu. 

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ! 
Za te motywujące komentarze.
Uwierzcie mi, że nie pisanie dla Was było mega ciężkie, 
ale musiałam poświęcić się rodzinie i szkole. 
No i coś mi mój blogger nie chciał się załadować :(


FREMIONE CIĄG DALSZY NASTĄPI !
DO NAPISANIA KOCHANI ! :)
Mania

czwartek, 13 lutego 2014

Miniaturka Fremione - Walentynki ♥

Walentynki 
I będziemy dziś sobą,
Nie bacząc na nikogo 
I będziemy dziś trwać
Z tymi co mamy być
I będziemy dziś żyć,
Marzyć, kochać i śnić. *

- Kochaj mnie na zawsze, tak do upadłego, tak na zabój, tak na zawsze, tak mimo wszystko...
- I bądź dla mnie, bądź tylko ze mną, bądź sobą, bądź przy mnie...
- I nie opuszczaj mnie nawet na minutę...
- I całuj niespodziewanie i w deszczu, namiętnie i delikatnie...
- I przytulaj się do mnie, przytulaj mnie, tak delikatnie jak tylko Ty potrafisz...
- I nie zostawiaj mnie samej tutaj...
- Nigdy ...
Widziałem jej czekoladowe oczy. Wiedziałem, że w nich mogę się stoczyć. Widziałem w nich to co każdy mężczyzna chciałby zobaczyć. Widziałem w nich miłość, troskę i szczęście. 



I wpatrywałam się w jego niebieskie oczy. Wiedziałam, że mogę w nich utonąć. Dreszcze przechodziły mnie pod wpływem jego wzroku. I widziałam w nich miłość, szacunek i niepewność. 

*

Kiedyś było inaczej staliśmy niby razem lecz jednak osobno. Dziś stoisz tu przede mną.Stoimy razem pod dębem na błoniach Hogwartu. To już mój ostatni rok tutaj. Ty tu wrócisz jednak już beze mnie. Na twoje piękne loki kochanie pada śnieg. Widzę Twoje piękne zarumienione policzki. Słowa same wypłynęły z moich ust. 
Kocham Cię. 
I  nareszcie mogłem poczuć smak Twoich ust. 



- Nigdy nie zapomnę tego jak zostaliśmy parą... - szept mojej żony rozniósł się po naszej sypialni. Minęło 9 lat odkąd zamieszkaliśmy razem. Minęło 10 lat odkąd była moja. Tylko moja. 
- A ja nigdy nie zapomnę tych Twoich iskrzących się oczu. Tego nieśmiałego uśmiechu, tego urywanego oddechu, tych zarumienionych policzków.
- Wiesz że to już są nasze kolejne Walentynki razem ? - zapytała się mnie z lekki uśmiechem.
- Wiem kochanie. Nigdy nie będę żałować tego co się wtedy stało. Dokładnie 10 lat temu 14 lutego zostałaś moją dziewczyną. Od tego czasu wprost uwielbiam Walentynki.
- Oj Freddie, Freddieee.... 
- No czo skarbie? - powiedziałem uśmiechając się przy tym łobuzersko.
- Niczo... po prostu Cię kocham.
- Ja Ciebie też Hermiono, ja Ciebie też. - złączyłem nasze usta czułym pocałunkiem. Jak dobrze, że dzieci zostały u moich rodziców.
Kolejne Walentynki spędziliśmy razem. Kolejny rok już za nami. Kolejny rok kochamy się coraz bardziej. Kolejny rok... trwamy w tym co kochamy. 



**************************************
TADAM ! :) Coś na Walentynki :) 
Jeśli chodzi o rozdział 30 jest on w trakcie pisania jednak wena gdzieś się zgubiła podczas nauki. Jednak mamy takie coś... I jak wy to oceniacie :)?
Aaaaa ... wierszyk (jeśli tak to mogę nazwać), który jest na samym początku został napisany przeze mnie. :)
Życzę wszystkich UDANYYYCH I ROMANTYCZNYCH WALENTYNEK ! :) Sama spędzę je z moim chłopakiem. CI którzy nie mają JESZCZE swojej drugiej połówki niech się nie martwią. MIŁOŚĆ przychodzi nieoczekiwanie :) ♥
Do napisania ♥

środa, 22 stycznia 2014

Rozdział 29 - ,,Ona się poddaje Fred. Nie walczy."

Rozdział 29 
Biegłem potrącając po drodze innych uczniów co jakiś czas krzycząc ,,Przepraszam". W mojej głowie kołatała się jedna myśl, jedno słowo dzięki czemu na nowo miałem ochotę żyć. 
Wróciły.
Nareszcie po okołu 2 tygodniach będę mógł na nowo przytulić, pocałować i porozmawiać. Znowu będę mógł żyć dla niej. Być z nią. Znowu będę mógł zobaczyć jej pełne dobroci czekoladowe oczy. Znowu będę mógł ucałować jej różane usta. Jak na najnowszej miotle wpadłem do skrzydła szpitalnego. W jednej chwili stanąłem w miejscu nie mogąc uwierzyć własnym oczu. Leżała tam. Na czwartym łóżku po prawej stronie. Teraz jej ubrudzone brązowe loki leżały w nieładzie na białej poduszce, sine usta, szramy zdobiące jej policzki oraz ręce tak strasznie zmieniły jej wygląd. Wokół niej kręciło się mnóstwo osób. Przyglądałem się jej nie mogąc uwierzyć co te potwory z nią zrobiły. Na drżących nogach podszedłem do łóżka na którym leżała. Złapałem jej dłoń.
- Hermiona.... 
Mój cichy szept wypełnił pomieszczenie współgrając z pikaniem różnych mugolskich zapewne urządzeń do których podpięta była moja ukochana. Na szafeczce nocnej obok były poustawiane różnokolorowe eliksiry. Moje oczy utkwione były jednak w nią. Moją muzę. Moją ukochaną. Nie zwracałem uwagi na magomedyków krzątających się obok mnie. To się teraz dla mnie nie liczyło. Poczułem jak ktoś kładzie dłoń na moim ramieniu. Odwróciłem stęskniony wzrok od Hermiony, za mną stał mój młodszy brat. Patrzył na mnie ze smutkiem.
- Ona się poddaje Fred. Nie walczy. - powiedział nie kryjąc rozpaczy. Zobaczyłem jak ledwo stojąca za nim Ginny podpiera się mocniej o ile to możliwe o Harrego, który ukrył twarz w jej rudych włosach. Słyszałem szloch siostry. Strach i niedowierzanie sparaliżowały moje ciało. Nie mogłem wydusić żadnego słowa. Patrzyłem tylko na mojego brata pustym wzrokiem.
- Ile ? - zapytałem, chciałem wiedzieć ile będę mógł się nią nacieszyć.
- Nikt tego nie wiem Fred. - powiedział po dłuższym zastanowieniu szeptem, po czym spuścił wzrok. Wiedziałem, że jemu również jest ciężko w końcu była ona dla niego jak siostra.
- Gdzie jest George ? - powoli mój umysł zaczynał myśleć racjonalnie. Moje serce krawiło i biło bardzo szybko.
- Pomaga przy ewakuacji uczniów. Bitwa się zbliża. - tym razem te słowa wypowiedział czarnowłosy chłopak stojący niedaleko. Pokiwałem ze zrozumieniem głową. Odwróciłem się od nich plecami i złapałem chłodną dłoń czekoladowookiej. Uśmiechnął się lekko przypominając sobie jak ciężko jej było się przyzwyczaić do chodzenia i trzymania za rękę.
Nagle drzwi do Skrzydła Szpitalnego się roztworzyły, a przez nie wbiegła nasza pani wicedyrektor. Jej zawsze idealny kok w tym momencie był rozwalony i ledwo można go było nazwać kokiem. Jej ręce trzęsły się ze zdenerwowania, a usta były zaciśnięte w wąska linię.
- Zaczęło się. - zdążyła tylko powiedzieć, w tym samym czasie coś huknęło. Spojrzeliśmy wszyscy na siebie. Wiedzieliśmy co to oznacza, szykowaliśmy się do tego już od dłuższego czasu. Spojrzałem na moją dziewczynę. Wstałem i nachyliłem się nad nią. Wydawało mi się, że widzę jej delikatny uśmiech.
- Wrócę tu, a wtedy Ty masz wyzdrowieć rozumiesz ? Będę walczyć dla ciebie i za ciebie. Będę walczyć o przyszłość. O naszą przyszłość skarbie rozumiesz ? Będę walczyć bo do cholery cię kocham i nie pozbędziesz się mnie tak łatwo Mała.
Pocałowałem ją jak jeszcze nigdy. Czułem, że to może być nasz ostatni pocałunek, lecz nie chciałem dopuścić do siebie tej myśli. Po moim policzku spłynęłatylko jedna łza. Czas walczyć.

*

Słyszałem wszystko. Wszystkie słowa Freda rozbrzmiewały w moich uszach. Widziałem jak po jego policzku spływa łza. Czułem jak dziewczyna, która jest w moich ramionach zaczyna drżeć. Czułem jak jej łzy moczą moją koszulę.
- Ginn... - dziewczyna spojrzała na mnie.- Wiesz jak bardz zależy mi na Tobie. Wiesz o tym dobrze prawda ? Gdyby jednak mi się dzisiaj coś stało... obiecaj mi że będziesz żyć dalej. Że się nie poddasz. Że będziesz zawsze moją Ginewrą Molly Weasley. Obiecaj mi to.
Rudowłosa pokiwała delikatnie głową na moją prośbę. Wiedziałem, że ciężko nam się będzie rozstać podczas walki, jednak to będzie dla niej bezpieczniejsze. Poczułem jak Ginny powoli mnie całuje. Zamknąłem oczy rozkoszując się w tym słodkim pocałunku. To było nasze pożegnanie. To było nasze ,,Do zobaczenia".

*

Patrzyłem na moją siostrę, patrzyłem na mojego brata. Widziałem jak jest im ciężko. Zamknąłem oczy rozmyślając o NIEJ. Nikt nie wiedział o NAS, bo w sumie czy byliśmy już jacyś MY? Co prawda spędzaliśmy dużo czasu, wygłupialiśmy się, rozmawialiśmy, przytulaliśmy, lecz czy to już było to ? Westchnąłem oczy. Tak bardzo chciałem ją zobaczyć.
- RONALDZIE WEASLEY JEŚLI BĘDZIESZ MI KAZAŁ TAK DŁUGO NA SIEBIE CZEKAĆ TO OBIECUJĘ, ŻE NIE DOŻYJESZ POCZĄTKU TEJ BITWY. - i nagle drzwi do Skrzydła ponownie się roztworzyły, a w nich stanęła śliczna czarnowłosa dziewczyna. Była wściekła widziałem to, lecz taką lubiłem ją jeszcze bardziej. Powoli podeszłem do niej czując, że wszyscy się na nas patrzą. Rzuciła się na mnie i zaczęła bić w moją  klatkę piersiową swoimi drobnymi piąstkami.
- Myślisz.... że... to... takie... łatwe... kiedy ... nie ... wiesz... gdzie ....znajduję ...się...osobą... na...które...Ci...zależy... wiedząc....że ....za ...chwilę ...rozpoczyna ...się ....prawdziwa...bitwa... - widziałem jak w jej oczach pojawiają się łzy.- jesteś... palantem....debilem...idiotom... bęc..
Nie dałem jej dokończyć. Objąłem ją w pasie i delikatnie pocałowałem. Czułem jak pod wpływem pocałnku się rozluźnia.
- Ja ciebie też kocham Parvati. - wyszeptałem prosto w jej malinowe usta.

*

Stałem przy schodach. Pomagałem już ostatnim osobom w ewakuacji. Czułem, że dobrze robię pomagając. Co chwila jednak rozglądałem się za ciemnymi włosami i tak samo ciemnymi oczami. Nie mogłem jednak ich dojrzeć. Westchnąłem zrezygnowany. Nie chciałem wierzyć, że odjechała tak bez pożegnania.
- George, George kiedy Ty się nauczysz żeby mieć oczy dookoła głowy? - ten głos poznałbym wszędzie. Odwróciłem się i z uśmiechem wpatrywałem się w stojącą przede mną dziewczynę. Przytuliłem ją do siebie a następnie pocałowałem w czubek głowy.
- Kocham Cię George. - jej cichy szept wypełnił cały korytarz na 7 piętrze.
- Ja ciebie też Angelino.

*

Blondynka i szatyn stali na przeciwko siebie na jednym z korytarzy. Uśmiechy nie schodziły im z twarzy. Trzymali się za ręce.
- Kocham Cię jak mój budyń.
- Ja ciebie kocham jak zielarstwo.
Po tym romantycznym wyznaniu złączyli się w nieśmiałym pocałunku.

*

Poczciwy staruszek stał na wieży astronomicznej. Wiedział, że właśnie nadszedł czas, kiedy wszystko może się zdarzyć. Wiedział, że ta bitwa przyniesie wiele strat. Nie wiedział jednak ile cennych i ważnych osób straci.


****************************************
 No i mamy rozdział 29.
Pisany na komputerze u kuzyna więc mogą pojawić się błędy, bo niestety nie jestem przyzwyczajona do tej klawiatury -,-
Rozdział miał się pojawić dużo wcześniej ponieważ rozpoczęłam ferie w tym tygodniu. Niestety dopadło mnie przeziębienie tak więc początkowe dni spędziłam w łóżku nie myśląc nawet o pisaniu.
Opowiadanie dobiega końca jak sami widzicie w mojej głowie jednak już zrodził się pomysł na 2 kolejne opowiadania i dzisiaj daję wam krótkie zapowiedzi ich. Opowiadania oczywiście Fremione.
Opowiadanie Primo,, Zakład o miłość."
10 Rozdziałów + epilog ( mniej więcej)
Opowiadanie rozgrywa się w szkole. + Nie zachowany kanon. Dużo rzeczy zostaną zmienione.
Fred szkolny bożyszcza czarownic, łamacz serc..Elita Hogwartu.
Hermiona skromna szara myszka,nie rzucająca się nikomu w oczy, marzycielka. 


Opowiadanie Secundo,, Odzyskać to co zapomniane."
ok. 20 rozdziałów ( z możliwością przedłużenia) + epilog
Opowiadanie rozgrywa się w czasach po szkole. Czasami jednak będą wspomnienia ostatnich 2 lat nauki w Hogwarcie.
Fred zakochany jednocześnie zraniony przez los młodzieniec.
Hermiona poszukiwaczka swoich własnych wspomnień.
Macie do wyboru. Liczę na waszą pomoc, które opowiadanie mam zacząć publikować jako pierwsze. Proszę o komentarze i wyrażanie swojej opinii :)
Pozdrawiam i do następnego ! :)))

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 28 - ,,Najlepszy na świecie."

Rozdział 28
Życie jest to najcenniejsza rzecz jaką posiada człowiek. To coś co może nam odebrać jedynie śmierć. To my decydujemy jak nasze życie się potoczy. To od nas zależy jakie będzie. Leżąc na zimnej marmurowej podłodze przywoływałam w myślach najpiękniejsze chwile. Słyszałam jakby z oddali głos Ginny, słyszałam jej szloch. Przekręciłam delikatnie głowę w jej stronę. Posłałam nikły uśmiech, chcąc ją jakoś uspokoić. Widziałam jej kryształowe łzy spływające ciurkiem po policzkach, jej potargane rude włosy. Chciałam ją zapamiętać jako uśmiechniętą nastolatkę. Wiedziałam, że już długo nie pożyję. Czułam, że to kwestia kilku minut. Powoli sunęłam wzrokiem po twarzach śmierciożerców. Widziałam ich szydercze uśmiechy. Widziałam ich pałające nienawiścią oczy, lecz może nie wszystkich. Jedne, czekoladowe tęczówki wpatrywały się we mnie ze smutkiem i chociaż starały się to ukryć, ja to doskonale widziałam. Spojrzałam się na brudny sufit w tym pomieszczeniu. Nie tak wyobrażałam sobie swoją śmierć. Chciałam dożyć sędziwego wieku. Chciałam móc wychować swoje dzieci, a potem pomóc przy wnukach. Jednak los chciał chyba inaczej. Po moim policzku popłynęła jedna łza na wspomnienie pewnego rudowłosego chłopaka.
Fred. 
Tak bardzo nie chciałam od niego odchodzić bez żadnego pożegnania.
Tak nie chciałam go zostawiać. 
Tak bardzo chciałam móc zostać z nim. 
Tak bardzo chciałam żyć. 

Poczułam szarpnięcie, tak jakby ktoś mnie kopnął. Jakieś 2 metry ode mnie z wyciągniętą w moją stronę różdżką stał Voldemort. Uśmiechał się do mnie z ironią.
- No Granger wielki Potter zostawił was na naszą pastwę. Nie przybył po was. ZOSTAWIŁ. Cóż z niego za przyjaciel prawda ? - zadał mi pytanie chociaż wiedziałam, że było ono tylko retoryczne. Spojrzałam się w oczy tego potwora. 
- Najlepszy na świecie. - wyszeptałam cicho w jego stronę. Wiedziałam, że to usłyszy. W pomieszczeniu panowała bowiem niczym nie zmącona cisza. Jaszczur nic nie powiedział tylko rzucił na mnie Crucio. Moje ciało przeszył niewyobrażalny ból, jednak nie krzyczałam. Zacisnęłam usta w wąską linię, pozwoliłam jedynie aby po moich policzkach płynęły swobodnie łzy. Słyszałam krzyk Ginny, przez co moje serce zakuło mnie. Tak bardzo nie chciałam żeby cierpiała. Była dla mnie jak siostra i nie chciałam żeby cokolwiek jej się stało. Zamknęłam oczy mając nadzieję, że już ich nie otworzę. Nie chciałam tu być. Z bólu i wszystkich emocji zemdlałam.

*

Krzyczałam - aby zostawili ją w spokoju.
Groziłam - że jeżeli coś jej się stanie nie daruję im tego.
Błagałam - Merlina, aby sprowadził pomoc.
Płakałam - widząc ból jaki doznawała moja przyjaciółka.
Cierpiałam - wiedząc, że nie mogę jej pomóc.
Marzyłam - aby znaleźć się z daleka od tego miejsca.
Wierzyłam - że jest nadzieja aby nas ocalić.

Nie mogłam patrzeć na to jak Miona obrywa kolejnym Crucio. Mimo wszystko byłam z niej dumna. Nie krzyczała z bólu. To że go czuła można było zauważyć po spływających po jej policzkach łzach. Czułam jej ból patrząc na nią. Była dla mnie jak starsza siostra, którą zawsze chciałam mieć. Już od pierwszego roku kiedy byłam w Hogwardzie powstała między nami nić porozumienia. Hermiona często pomagała w wypracowaniach i pracach domowych tak aby nikt nie wiedział. Nie to żebyśmy wstydziły się siebie. To nie tak. Po prostu nie chciałyśmy zbędnych pytań. Z roku na rok więzi między nami zacieśniały się. Ja mówiłam jej o swoich problemach a ona mi o swoich. W każde wakacje nie mogłam się doczekać kiedy to właśnie ona przyjedzie. Zżyłyśmy się ze sobą bardzo. Z biegiem czasu stałyśmy się siostra, kimś dla siebie najważniejszym. To zawsze do niej mogłam udać się po radę, to ona słuchała opowiadań o moich miłościach, to z nią wyzywałam na nauczycieli kiedy postawili mi złą ocenę. Przymknęłam oczy wspominając wszystkie szczęśliwe z nią chwile. Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, lecz nagły huk przywrócił mnie do ziemi. Niespodziewający się tego śmierciożerca wypuścił mnie z czego ja skorzystałam i pognałam do leżącej już na podłodze Hermiony. Spojrzałam na jej bladą twarz i zamknięte oczy.
Nie, nie, nie. Miona proszę Cię tylko nie Ty. 
Po moich policzkach zaczęły płynąć słone łzy. Nie zwracałam uwagi na to co się działo dookoła. Trzymałam chłodną dłoń przyjaciółki mając nadzieję, że otworzy oczy i uśmiechnie się do mnie tak jak zawsze. Nic takiego jednak się nie stało. Klęczałam obok niej prosząc Merlina o pomoc.
- Ginny ! - odwróciłam się powoli w stronę osoby, która mnie wołała. W moją stronę biegł nie kto inny jak młody Potter. Dobiegł do mnie i przytulił. Wtuliłam się w niego ufnie. Jego wzrok padł na Hermione. 
Miona 
Cichy szept zielonookiego dobiegł do mych uszu. 
- Już was stąd zabieram. - powiedział. - Tonks ! Musisz mi pomóc.
Już po chwili stała przy nas kobieta w fioletowych włosach. Złapała mnie i Pottera za rękę który złapał również i brązowooką. Poczułam szarpnięcie w okolicach pępka, poczuwszy trawę pod stopami, upadłam zmęczona na nią. Zamknęłam oczy, czułam że odpływam. Moje ciało wypełnił spokój.
Byłyśmy w domu, bezpieczne. 



**********************************************
A więc jest rozdział 28 :)
I no cóż mam dla was kilka informacji.
,,Para w Gryffindorze" powoli dobiega końca. Przewiduje jeszcze 2 rozdziały + epilog.
Po opowiadaniu ,,Para w Gryffindorze" mam pomysł na kolejne opowiadanie również Fremione lecz po zakończeniu edukacji. Do końca stycznia- połowy lutego pragnę zakończyć to opowiadanie, a nowe jeśli ktoś będzie je czytać chce zacząć na początku marca :)
Pozdrawiam :)

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 27 - ,,Harry ratuj nas."

Rozdział 27
Moje zielone oczy z uporem wpatrywały się w padający deszcz, który nie ustępował od kilku dni. Chociaż ciałem byłem tutaj, w Hogwarcie, to jednak moje serce i myśli znajdowały się przy dwóch ważnych dla mnie dziewczynach. Pierwsza z nich. Piękna szatynka, której oczy wyrażały tyle emocji. Moja ukochana przyjaciółka. Jedyna w swoim rodzaju. Dziewczyna za którą uganiała się połowa chłopaków w naszej szkole, a która nie zwracała na to uwagi. Była jeszcze druga dziewczyna. Urocza rudowłosa mała złośnica. Dziewczyna, która podbiła moje serce, która miała trudny charakter. Była osobą, którą kochałem nad życie. A teraz? Obydwie. Tak daleko znajdowały się ode mnie. Nie wiedziałem czy były całe i zdrowe. A co najważniejsze czy żyły. Znowu. Znowu kolejne osoby przeze mnie miały cierpieć. Znowu ważne dla mnie osoby musiały przechodzić męczarnie.
Tak nie może być. Nie mogę na to więcej pozwolić.
Rozejrzałem się po moim dormitorium. W kolorach przeważała czerwień i złoto, przez co dormitorium sprawiało wrażenie przytulniejszego. W mojej głowie zaczęły pojawiać się wspomnienia związane z tym miejscem. Pierwsze kremowe piwo. Pierwsza ognista. Pierwszy pocałunek. Różne prywatne imprezy. A to wszystko i jeszcze więcej działo się w tym oto dormitorium. Niby wszyscy myśleli, że gryfoni są tacy grzeczni, a jednak prawda była zupełnie inna. Zdarzało się, że gryfoni wypijali więcej alkocholu na jednej imprezie niż ślizgoni w całym tygodniu. Zaśmiałem się sam do siebie przypominając sobie jedną z imprez na której to moja mała Mionka przepiła całe towarzystwo nawet bliźniaków. Wierzyłem, że dziewczyny wrócą całe i zdrowe. Wierzyłem w to całym sercem.

*

Leżąc w mokrej i ciemnej celi zaczęłam dostrzegać uroki życia. Po tylu dostanych Crucio, zwykłe leżenie sprawiało mi przyjemność, a jeszcze rozmowa z przyjaciółką by dla mnie wspaniałym przeżyciem. Była tylko jeszcze jedna rzecz, przez którą moje serce pękało. Tak bardzo chciałam móc na nowo przytulić się do chłopaka, którego kochałam nad życie. Tak bardzo chciałam usłyszeć jego cudowny śmiech i spojrzeć w roześmiane oczy. Czasami nawiedzał mnie w snach. Kazał być silną i nie poddawać się, lecz to było trudne zadanie. Każdego dnia moja psychika zostawała wystawiana na ciężkie próby. Każdego dnia moje ciało coraz bardziej odmawiało posłuszeństwa. Spojrzałam na śpiącą niedaleko Ginny. Była ode mnie dłużej tutaj i musiałam przyznać, że wyglądała strasznie. Często zdarzało się tak że przyjmowałam za nią Crucio. Tak bardzo chciałam wydostać ją stąd. Zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie, że rozmawiam z Harrym. Moje ciało owiało przyjemne ciepło. Byłam na tej samej polance co kiedyś. Byłam wilczycą, a przede mną stał jeleń.
Harry ratuj nas. 
W mojej głowie mijały wspomnienia ostatnich dni. Jeleń patrzył na mnie z przerażeniem, a ja czułam że odpływam. Ostatni raz spojrzałam na przyjaciele po którego policzku spłynęła jedna łza.

*

Obudziłem się ciężko oddychając. Moja głowa była pełna wspomnień nie należących do mnie. Po policzku płynęła wolno jedna łza. Szybko zerwałem się z łóżka uświadamiając sobie, że przed chwilą skontaktowała się ze mną Hermiona. Wybiegłem z dormitorium budząc przy okazję resztę lokatorów. Teraz jednak najważniejszy był plan. Plan odbicia dziewczyn.


*****************************************
Przepraszam ! ;( Rozdział krótki ale postaram się poprawić :( Jest tutaj ktoś jeszcze ? ;> Może na przeprosiny napiszę jakąś mikołajkową miniaturkę ? Co wy na to? :( Następny rozdział pojawi się do 2 tyg. Pozdrawiam Mania ;*